A F O L - z ang. Adult Fan Of Lego, określa osobę która, często po okresie tzw. Dark Age kiedy porzuca zabawki z dzieciństwa, wraca do klocków LEGO i zajmuje się nimi jako hobby.
Blog > Komentarze do wpisu
Plastikowe celebrities - V1

 

W dzisiejszym odcinku ciekawy wywiad z ciekawym człowiekiem. V1 pojawił się na AFOLowej scenie niedawno, ale zdążył już na niej zająć poczesne miejsce. W krótkim czasie zbudował Najlepszą Pracę Roku według forumowiczów LugPolu, wygrał jedną z kategorii Colossal Castle Contest i zdobył Złote Study w kategoriach Technic, Miniaturka, Duży Model. Przy okazji składania gratulacji nie mogliśmy nie poprosić o wywiad.

- Jak się zaczęła Twoja przygoda z LEGO? 

W wieku pięciu lat nie miałem jeszcze pojęcia, że istnieje na świecie zabawka zwana "Lego".
Nie wiedziałem też, że to nie Święty Mikołaj zostawia prezenty pod choinką, czy w szafie.
Na Gwiazdkę roku 1978 dostałem kolorowe, grzechoczące pudełeczko, z narysowanym żółto-czarnym samolotem.

 

Że jest to Ryan NYP, na którym Charles Lindbergh po raz pierwszy jednosilnikowym, jednomiejscowym samolotem przeleciał Atlantyk bez międzylądowań, również dowiedziałem się dużo później. Samolocik był piękny - żółty kadłub z czarnymi skrzydłami, obracane śmigło i koła, przezroczysta kabina... wspaniały! Mama pomogła mi go złożyć, obleciałem nim wszystkie dostępne mi zakątki, jak też częściowo i niedostępne.
W późniejszych latach dostałem jeszcze trzy inne zestawy. Wszystkie wystane w Pewexie, zakupione za miesiącami i latami zbierane bony i dolary - w latach 80-tych nie było innej możliwości. Dzisiaj prawie wszystkie z nich to niespotykane ciekawostki z końca lat 70! Czwarty i ostatni, największy - 744 (prawie 'Technic' - miał zębatki, a nawet silnik) - dostałem w czwartej czy piątej klasie podstawówki. Dostarczył mi wielu niesamowitych wrażeń, tyle co żadna inna zabawka.

Moje dziecięce przygody z Lego zakończyły się (jak się okazuje - nie definitywnie) na przełomie siódmej i ósmej klasy. Zacząłem się interesować czymś zupełnie innym, i spakowałem większość zabawek do pudeł. Na szczęście nie przyszło mi do głowy pozbywać się ich. Wyciągnąłem je ponownie niecałe 2 lata temu, z myślą o moim pięcioletnim synku.
 

- Dlaczego wybrałeś to akurat hobby? Z Twoim wyczuciem formy, koloru, znajomością  mechaniki mógłbyś właściwie zając się każdą formą modelarstwa.

To nie my wybieramy sobie hobby, to ono wybiera nas.
Zajmuję się modelarstwem redukcyjnym, jeszcze od podstawówki. Buduję modele samolotów z II wojny. Od paru lat mam przerwę, więc może należałoby mówić w czasie przeszłym - rozgrzebane modele straszą pustymi kadłubami i dziurami na podwozie, ale warsztat mam otwarty.

Spodziewam się, że lada dzień poczuję nagły impuls, zostawię wreszcie klocki moim dzieciom, i skończę to, co zacząłem. Ostatnio rozpocząłem równoległą budowę kilku modeli szybowców transportowych - to rzadki, a bardzo ciekawy temat. Szkoda, że ich kariera była tak krótka - ograniczyła się wyłącznie do kilku lat wojny. Bardzo żałuję, że moje latanie zakończyłem na III klasie pilota szybowcowego, zdobytej w ogólniaku.

Moja znajomość mechaniki nie jest szczególnie głęboka, ale wystarczająca, aby budować maszyny w skali 1:1. Pierwsza jest już na ukończeniu - zdjęcia można obejrzeć tutaj: www.wolnywydech.riders.pl/?nr=8 . Do następnego zaczynam zbierać części, i rozrysowywać szczegóły.

Jedna moja koleżanka ładnie nazywa to, czym człowiek się zajmuje w życiu - pasje i pasyjki. Pasje stoją na pierwszym planie, im podporządkowuje się resztę rzeczy w życiu, trwają od zawsze i na zawsze, pomimo ewentualnych przerw. 'Pasyjką' nazywa chwilowe, ale bardzo intensywne zwrócenie uwagi w jakimś zupełnie innym kierunku.
Pasje mam trzy, w kolejności pojawiania się w życiu: lotnictwo, gitara (www.wolnywydech.riders.pl/szerszen), motocykle. Pasyjką było programowanie, dziennikarstwo, a teraz - Lego. W żadnym razie nie umniejszam przyjemności, jaką mi daje, ani też niezwykle relaksującej roli. Lecz myślę że rok to za mało, żeby móc powiedzieć - 'hobby'. Ucieczka - owszem. Antydepresant? Jak najbardziej. Nałóg? Miłe początki. Jak nie kieszeń, to przynajmniej wątroba cała. Pogadajmy powiedzmy za 3-4 lata, sam jestem ciekaw czy mi się utrzyma.
Modele z Lego wprawdzie nie umywają się do redukcyjnych, które pozwalają przekonać widza, że ma do czynienia z prawdziwą maszyną, nie zaś z modelem. Zalety Lego to możliwość tworzenia świata ulotnego, bajkowego, dziecięcego, umownego. Starym dziadom daje możliwość cofnięcia się w niewinne, naiwne lata, kiedy wszystko było kolorowe i miało konkretne, zdecydowane kształty. Po kilkunastu-kilkudziesięciu latach patrzenia na świat kształty te zacierają się, kolory bledną, człowiek twardnieje. Tęskni za spokojem, przejrzystym światem bez problemów, za dzieciństwem. Jeśli to zbyt wzniosła teoria, to... Lego daje możliwość relatywnie łatwego przedstawienia modelu dowolnej maszyny, istoty, czy sytuacji. I jest bardzo odprężającym zajęciem.

- Największą zagadką pozostaje Twoja wszechstonność, równie dobrze czujesz się w małych modelach, większych formach, vignette i Technicu. Skąd ta różnorodność?

Przychodzą chłopaki do knajpy i mówią, że chcą dać koncert. Właściciel pyta - 'A jaki rodzaj muzyki gracie?' - 'Nooo, gramy oba rodzaje muzyki - i Country, i Western'.
Podany przez Ciebie podział wydaje mi się naciągany. Ja dzielę na Technic i nie-Technic. Ewentualnie na fikcyjne (czyli statki kosmiczne) i całą resztę. (Choć to pewnie z kolei przesadne uproszczenie.)
Jeżeli twierdzisz, że jestem wszechstronny, to szczerze bardzo się z tego cieszę.
Ale: Nie umiem budować statków kosmicznych, cyberpunk jest dla mnie piękny, ale poza zasięgiem, zamiast postaci ludzkiej wychodzą mi koszmarki, których nie powstydziłaby się żadna japońska kreskówka, nigdy też nie udało mi się zbudować domku, który we mnie samym nie budziłby chęci powieszenia architekta (ooo, mogę zbudować makietę Warszawy!)
Chciałbym nie tylko podziwiać, ale umieć budować wielkie ciężarówki, oraz roboty, które umieją wspinać się po kominie, po szybie, albo odbić flachę i polewać. I jeszcze trochę... Ale wciąż próbuję!


- Czy masz jakąś ulubioną formę?

Tę, która pasuje do ujętej nią treści. Mogę równie długo wpatrywać się w modelik mieszczący się na dłoni, jak i w kilkumetrową rzeźbę.
Szybciej niż ulubionej formy, jestem w stanie sprecyzować, jakiej treści NIE lubię: epatowania przemocą, coraz powszechniejszego modelowania krwi, wywlekanych wnętrzności, śmierci. I szkielety - wprawdzie interesujące, lecz zdecydowanie nadużywane. Ludzie bywają przy tym na tyle obłudni, że mogą zachwycać się scenką z dziesięcioma różnymi sposobami uśmiercania, a kiedy pokażesz im panienkę z cyckami, umowność ulatuje - potrafią jechać: 'dewiacja!', 'to jest niesmaczne!', 'przesada, przecież tu są dzieci!'.

Tymczasem przesadą jest hiperrealizm w pokazywaniu przemocy. Przy użyciu zabawek jest to szczególnie szokujące. Ciekawe jaki związek mają z tym chore gówna typu "Piła" coraz częściej pojawiające się na ekranach, a kształtujące zmysł estetyczny... Chyba powinienem żyć w latach 60-tych.


- O inspiracjach, z których czerpałeś budując Wieżę Braci mówiłeś już w innych wywiadach, skąd jednak wział się dość mroczny klimat tej pracy?


Historia bratobójczej walki, jaka się z nią wiąże, nie jest wesoła. Stąd ponury i groźny wygląd samej wieży, i mroczny klimat zdjęć. Również dlatego, że średniowiecze samo w sobie kojarzy mi się z ponurym okresem w historii. Prawie tak ponurym jak wiek XX. Inkwizycja, palenie czarownic, zimne lochy...
Jeżeli zaś pytasz o środki, jakie stosowałem - są widoczne i dosyć oczywiste: ciemne tło, słabe, punktowe i mieszane oświetlenie, długi czas naświetlania, zabawa z cieniami, trochę kombinowania z parametrami aparatu, i 'żabia' perspektywa, czyli zdjęcia od dołu.
Nawet Belville da się sfotografować tak, żeby wyszło groźnie i mrocznie.


-Czy biorąc udział w konkursach budowania trzeba brać pod uwagę strategię? Budować tak żeby próbować zwiększyć swoje szanse? Czy można po prostu budować jak się lubi?


Strategia polegająca na próbie przewidzenia co się może spodobać oceniającym na pewno może pomóc zająć wyższe miejsce. Ale mam wątpliwości czy to równie wielka frajda, jak budowanie tylko dla siebie. Czy z myślą o konkursie, czy też nie - buduję tak, żeby MI się podobało. Na zawodostwo nie zamierzam w najbliższym czasie przechodzić. Zmieniam i przebudowuję tak długo, aż sam będę zadowolony i patrzenie na efekt będzie mi sprawiało czystą, niczym nie zakłócaną przyjemność. To trwa, często wymaga zaczynania od początku, ale niezależnie od czasu, nie należy pozostawić ani jednego kłującego w oko szczegółu, nawet kosztem nie zmieszczenia się w terminie potencjalnego konkursu. Np. Bohmerlanda zacząłem planować i budować, jak tylko ogłosiłeś w BTT kategorię 'pojazd min. 3-osobowy na dwóch lub mniej kołach'. Żałowałem, że termin taki krótki, ale zadowalający efekt byłem w stanie pokazać dopiero po paru miesiącach. Tak samo, jak ze wszystkim - powiedzmy że z wyjątkiem kursu do kibla - lepiej poczekać i zrobić porządnie, niż śpieszyć się i zrobić byle jak.
Oczywiście nierzadko bezcenne są uwagi innych, i warto je choćby przetestować, jako że czasem trudno jest dostrzec błędy u siebie.


- Co jeszcze chciałbyś zbudować? Jakie masz plany? Czym nas zaskoczysz?


Nie robię rozległych, dalekosiężnych planów. Myślę o maksymalnie 3-4 rzeczach jednocześnie, dzięki czemu nie robię sobie tłoku w głowie.
Teraz jestem w trakcie budowania transportera na gąsienicach.
Na pewno zbuduję coś do makiety miasteczka (mam nadzieję, że nie trzeba będzie przykrywać mojego wkładu w architekturę gazetą), która zostanie wystawiona przez LugPol w przyszłym roku w Kielcach (ależ to miasto ma piękny dworzec PKS! To dopiero wyzwanie modelarskie!)

 


Przez mgłę zaczynam widzieć swoją budowlę na ew. przyszłoroczny CCC.
Chyba najciekawszą rzeczą, jaką zamierzam zbudować, jest motocykl napędzany silniczkiem, sterowany bezprzewodowo. Oczywiście jednośladowy, na kołach z zestawu 8420, lub podobnych. Teoretycznie wszystko da się zrobić, gama klocków jest na tyle szeroka, że umożliwia odwzorowanie najważniejszego - geometrii przedniego zawieszenia motocykla. Rozpędzić go do prędkości, przy której będzie samodzielnie utrzymywał równowagę nie powinno być problemem dla silnika 'RC'. Nie mam tylko póki co zielonego pojęcia jak nim kierować. Jeśli tego nie rozwiążę, będzie to kolejny na drogach mistrz prostej.

CDN

wtorek, 05 lutego 2008, nexus7

Polecane wpisy

  • Dźwigający Holender #3

    Przed Wami trzecia i ostatnia część naszego wywiadu z holenderskim mistrzem dźwigów, Erikiem Leppenem : Sariel - Co sądzisz o tym jak jedni AFOLe inspirują inny

  • Dźwigający Holender #2

    Ciąg dalszy naszego wywiadu z Erikiem Leppenem : Sariel - Jedną z ciekawych rzeczy w Twojej galerii jest folder "Nieudane projekty" . Byłem pod wrażen

  • Dźwigający Holender #1

    Jakiś czas temu zamieszczałem na naszym blogu przegląd całej plejady znakomitych dźwigów mobilnych jednego autor. Erik Leppen , bo o nim mowa, udzielił nam wyw

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
hippotam
2008/02/05 22:00:56
V1 to ten w środku, tak? :D
-
2008/02/05 22:25:37
Tak na prawde to nie wiem, opisu nie bylo :-)
-
2008/02/06 08:40:23
Myślę, że jednak ten w środku.
A wywiad bardzo ciekawy. Bardzo :)
-
Gość: Zdzichu, *.adsl.inetia.pl
2008/02/09 09:30:14
Super wywiad! Motor ekstra, silnik bokser i koło napędzane wałem, nono jestem pod wrażeniem.

Co do motoru RC to w modelarstwie RC jest motor rc, sterowany bezprzewodowo, sterowanie odbywało sie za pomocą zmiany środka ciężkości motocyklisty.
-
m-a-g-a
2008/02/09 13:23:31
Oj, chyba przyciasny ten staniczek.
Kanały RSS
Szukaj

LEGO® is a trademark of the LEGO Group of companies which does not sponsor, authorize or endorse this site.