A F O L - z ang. Adult Fan Of Lego, określa osobę która, często po okresie tzw. Dark Age kiedy porzuca zabawki z dzieciństwa, wraca do klocków LEGO i zajmuje się nimi jako hobby.
Kategorie: Wszystkie | Giganci | Konkursy | Legendy | Pogadanki | Wydarzenia | Znaleziska | Złote Study
RSS
środa, 06 lutego 2008
Pogawędka z Jørgenem Vig Knudstorpem

Joe Meno z BrickJournala udało się w ubiegłym roku pogadać z Jørgenem Vig Knudstorpem, szefem LEGO. 25-minutową ni to rozmowę, ni to wywiad "przedrukowujemy" ponizej.

Jeszcze nie miałem okazji oglądnąć calosci, więc jeszcze nie komentuję. Ale zapraszam Was - powiedział coś ciekawego?

 * * *

Joe Meno from BrickJournala had the opportunity to chat with Jørgen Vig Knudstorp, LEGO CEO. We "reprint" this 25-minutes long interview above.

wtorek, 05 lutego 2008
Zbuduj to, co niemozliwe

Kolejne reklamy naszej ulubionej firmy:

Belvedere

Winterfall

Ascending and descending

Reklamy te znalazłem w galerii Flickr Bretta Jordana i wg. opisu są dziełem agencji Jung von Matt/Alster z Hamburga. A mi jakoś przypominają prace Andrew Lipsona odwzorowujące słynne grafiki M. C. Eschera o których pisaliśmy prawie rok temu.

* * *

I found these in Brett Jordan's Flickr gallery. According to description, these are creations of  Jung von Matt/Alster agency based in Hamburg. But for me, they look well... similar to remakes of M. C. Escher paintings by Andrew Lipson we featured at Klocki almost year ago.

Plastikowe Celebrities - V1, część 2

 

- Czy zdarzyło Ci się porzucić jakiś projekt ponieważ dotarłeś do granicy technicznej, której nie potrafiłeś przekroczyć?

Czy tutaj takie granice w ogóle istnieją? W każdym razie nie zaczynam składać czegoś, jeżeli mam poważne wątpliwości co do pewnych rozwiązań. Szkoda czasu. Lepiej wcześniej znaleźć rozwiązania wszystkich problemów w głowie, na kartce, czy na przykładowej testowej konstrukcji, niż zaczynać coś, co nigdy nie zostanie ukończone.
Zaś jeżeli chodzi o życie, mam dokładnie odwrotnie. Zaczynam różne rzeczy, nie mając pojęcia jak się sprawy potoczą, ani też jakie trudności mogą się pojawić. Nałogowo improwizuję, bywa, że na pewien czas wszystko staje w miejscu, bo szukam sposobu jak przekroczyć właśnie jakąś 'granicę techniczną'. Lecz dzięki finezyjnej zasadzie 'Co? Ja nie dam rady???' lub pomocy przyjaciół rozwiązanie zawsze się znajduje.
- Gdybyś mógł zaprojektować dowolny zestaw czy linię LEGO to co by to było

Nie zaskoczę Cię, jeśli powiem, że coś związanego z motocyklami? Mam nadzieję że moja monotematyczność nie jest szczególnie bolesna.
Pierwsze co mi przychodzi do głowy to warsztat. Zestaw nie byłby duży, ale starałbym się go zrobić tak, aby zachwycić dorosłych świrów na punkcie Lego. W Gwiezdnych Wojnach to się chyba nazywa 'Ultimate Collector Series'?
Jeżeli seria, to kilka-kilkanaście maleńkich modeli motorków. Maszyny różnego przeznaczenia, najpopularniejsze, i historycznie lub technicznie przełomowe. W każdym zestawie motorek składający się z 20-50 elementów, ludzik w odpowiednim stroju, i malutka podstawka adekwatna do modelu, czyli fragment autostrady ze znakiem ograniczenia prędkości dla maszyny sportowej, błotniste bezdroża dla enduro, podłoga warsztatu z porozrzucanymi narzędziami dla Harleya.
- Rozumiem ze jestes pasjonatem motorow. Powiedz moze cos o tym hobby.


Tak, kocham motocykle i prawie wszystko, co się z nimi wiąże. Prawie, bo np. zlotów mam już szczerze powyżej uszu. Wiatr we włosach też jest nieco przereklamowany.
Nie sposób nie kochać samotnej jazdy długą, krętą drogą, w stronę horyzontu, słońca, i z powrotem.

 

Pęd powietrza zmywa z człowieka wszelkie problemy. Jest tylko droga, asfalt uciekający tuż pod nogami. Jedziesz i śmiejesz się w głos, śpiewasz, na zakrętach zdzierasz kanty podeszw o drogę i tulisz się do zbiornika. Co jakiś czas podjeżdżasz na stację, ocierasz szybę kasku i reflektor z owadów, chwilę wpatrujesz się w pył z drogi, który osiadł na butach... Lejesz do pełna i wsiadasz znowu. Że dzień się kończy, dostrzegasz dopiero, kiedy musisz włączyć długie. Wtedy szukasz pola namiotowego, ewentualnie zjeżdżasz na kawałek pola, i przy latarce rozstawiasz namiot. Następnego dnia pytasz kogoś, gdzie jesteś (im mniej rozumiesz jego język, tym szczęśliwszy powinieneś się czuć), i jedziesz dalej.

Byłoby obłudą twierdzić, że wymiar duchowy może istnieć niezależnie od sprzętowego.
Szczęśliwie mogę powiedzieć, że nie mam w tym względzie powodów do narzekań, ale mam też wymarzone trzy maszyny, które chciałbym pewnego dnia wprowadzić do garażu. Pierwszy to powojenna wersja Indiana Chiefa - aby sycić oczy pięknem tej dziedziny sztuki. Boss Hoss'a - jako okresowy doping dla ego, gigantomanii i remedium na wszelkie frustracje (są dwie wersje silnikowe - Chevrolet V8 Small Block i Big Block. 'Small' ma ponad 4 litry, Big Block - 5.7 litra).

Trzeci to niestety już nie produkowany BMW R1150GS Adventure - doskonały i wygodny zarówno do codziennej jazdy miejskiej, na leśne ścieżki, jak i długie wakacje tysiące kilometrów od domu.

Każdy pojazd wymaga opieki. Jednoślad wymaga, aby była ona szczególnie troskliwa, jako pojazd, w którym praktycznie każda awaria stanowi potencjalne zagrożenie dla zdrowia lub życia. Nawet przypadkowe zatrzymanie silnika w złożeniu na zakręcie w wielu przypadkach kończy się przeszlifowanym bokiem i nowymi dziurami w skórze. Nie mówiąc już o bliskich spotkaniach z innymi pojazdami, których kierowcy często zdają się ledwo dostrzegać jednoślady. I tak czasem nadchodzą chwile, kiedy najwyraźniej można zdiagnozować w ludziach szaloną pasję - facet leży na asfalcie, patrzy w niebo i pyta klękających przy nim przechodniów, co z jego motocyklem. A pierwsze co robi po wyjściu ze szpitala, to ćwiczy prawy nadgarstek, żeby jak najszybciej móc znowu kręcić manetką.
To szaleństwo, raz zasmakowane, nie wypuści cię ze swych czułych objęć już nigdy. Czasem wyciąga drapieżną rękę po ofiarę, ale w zamian jest w stanie zaoferować nieprzebrane bogactwo najbardziej ekscytujących wrażeń.

- Czym zajmujesz sie na codzien?

Na codzień siedzę przy komputerach, głównie przy mainframe'ach - banki, ubezpieczalnie, i inne duże złodziejskie przedsiębiorstwa. Ma to dobre strony, bywa ciekawe i często potrafi mnie wciągnąć, ale to nie jest to, co bym chciał robić. W komputery wszedłem niejako przypadkiem. Żeby nie iść do wojska, zapisałem się do pierwszej lepszej budy, akurat było to studium informatyczne. Miało być tylko na rok. Ale już tak zostało.
Mam nadzieję kiedyś otworzyć warsztat motocyklowy. Będę w nim restaurował weterany i budował customy.

- Dziekujemy za wywiad!

 

Plastikowe celebrities - V1

 

W dzisiejszym odcinku ciekawy wywiad z ciekawym człowiekiem. V1 pojawił się na AFOLowej scenie niedawno, ale zdążył już na niej zająć poczesne miejsce. W krótkim czasie zbudował Najlepszą Pracę Roku według forumowiczów LugPolu, wygrał jedną z kategorii Colossal Castle Contest i zdobył Złote Study w kategoriach Technic, Miniaturka, Duży Model. Przy okazji składania gratulacji nie mogliśmy nie poprosić o wywiad.

- Jak się zaczęła Twoja przygoda z LEGO? 

W wieku pięciu lat nie miałem jeszcze pojęcia, że istnieje na świecie zabawka zwana "Lego".
Nie wiedziałem też, że to nie Święty Mikołaj zostawia prezenty pod choinką, czy w szafie.
Na Gwiazdkę roku 1978 dostałem kolorowe, grzechoczące pudełeczko, z narysowanym żółto-czarnym samolotem.

 

Że jest to Ryan NYP, na którym Charles Lindbergh po raz pierwszy jednosilnikowym, jednomiejscowym samolotem przeleciał Atlantyk bez międzylądowań, również dowiedziałem się dużo później. Samolocik był piękny - żółty kadłub z czarnymi skrzydłami, obracane śmigło i koła, przezroczysta kabina... wspaniały! Mama pomogła mi go złożyć, obleciałem nim wszystkie dostępne mi zakątki, jak też częściowo i niedostępne.
W późniejszych latach dostałem jeszcze trzy inne zestawy. Wszystkie wystane w Pewexie, zakupione za miesiącami i latami zbierane bony i dolary - w latach 80-tych nie było innej możliwości. Dzisiaj prawie wszystkie z nich to niespotykane ciekawostki z końca lat 70! Czwarty i ostatni, największy - 744 (prawie 'Technic' - miał zębatki, a nawet silnik) - dostałem w czwartej czy piątej klasie podstawówki. Dostarczył mi wielu niesamowitych wrażeń, tyle co żadna inna zabawka.

Moje dziecięce przygody z Lego zakończyły się (jak się okazuje - nie definitywnie) na przełomie siódmej i ósmej klasy. Zacząłem się interesować czymś zupełnie innym, i spakowałem większość zabawek do pudeł. Na szczęście nie przyszło mi do głowy pozbywać się ich. Wyciągnąłem je ponownie niecałe 2 lata temu, z myślą o moim pięcioletnim synku.
 

- Dlaczego wybrałeś to akurat hobby? Z Twoim wyczuciem formy, koloru, znajomością  mechaniki mógłbyś właściwie zając się każdą formą modelarstwa.

To nie my wybieramy sobie hobby, to ono wybiera nas.
Zajmuję się modelarstwem redukcyjnym, jeszcze od podstawówki. Buduję modele samolotów z II wojny. Od paru lat mam przerwę, więc może należałoby mówić w czasie przeszłym - rozgrzebane modele straszą pustymi kadłubami i dziurami na podwozie, ale warsztat mam otwarty.

Spodziewam się, że lada dzień poczuję nagły impuls, zostawię wreszcie klocki moim dzieciom, i skończę to, co zacząłem. Ostatnio rozpocząłem równoległą budowę kilku modeli szybowców transportowych - to rzadki, a bardzo ciekawy temat. Szkoda, że ich kariera była tak krótka - ograniczyła się wyłącznie do kilku lat wojny. Bardzo żałuję, że moje latanie zakończyłem na III klasie pilota szybowcowego, zdobytej w ogólniaku.

Moja znajomość mechaniki nie jest szczególnie głęboka, ale wystarczająca, aby budować maszyny w skali 1:1. Pierwsza jest już na ukończeniu - zdjęcia można obejrzeć tutaj: www.wolnywydech.riders.pl/?nr=8 . Do następnego zaczynam zbierać części, i rozrysowywać szczegóły.

Jedna moja koleżanka ładnie nazywa to, czym człowiek się zajmuje w życiu - pasje i pasyjki. Pasje stoją na pierwszym planie, im podporządkowuje się resztę rzeczy w życiu, trwają od zawsze i na zawsze, pomimo ewentualnych przerw. 'Pasyjką' nazywa chwilowe, ale bardzo intensywne zwrócenie uwagi w jakimś zupełnie innym kierunku.
Pasje mam trzy, w kolejności pojawiania się w życiu: lotnictwo, gitara (www.wolnywydech.riders.pl/szerszen), motocykle. Pasyjką było programowanie, dziennikarstwo, a teraz - Lego. W żadnym razie nie umniejszam przyjemności, jaką mi daje, ani też niezwykle relaksującej roli. Lecz myślę że rok to za mało, żeby móc powiedzieć - 'hobby'. Ucieczka - owszem. Antydepresant? Jak najbardziej. Nałóg? Miłe początki. Jak nie kieszeń, to przynajmniej wątroba cała. Pogadajmy powiedzmy za 3-4 lata, sam jestem ciekaw czy mi się utrzyma.
Modele z Lego wprawdzie nie umywają się do redukcyjnych, które pozwalają przekonać widza, że ma do czynienia z prawdziwą maszyną, nie zaś z modelem. Zalety Lego to możliwość tworzenia świata ulotnego, bajkowego, dziecięcego, umownego. Starym dziadom daje możliwość cofnięcia się w niewinne, naiwne lata, kiedy wszystko było kolorowe i miało konkretne, zdecydowane kształty. Po kilkunastu-kilkudziesięciu latach patrzenia na świat kształty te zacierają się, kolory bledną, człowiek twardnieje. Tęskni za spokojem, przejrzystym światem bez problemów, za dzieciństwem. Jeśli to zbyt wzniosła teoria, to... Lego daje możliwość relatywnie łatwego przedstawienia modelu dowolnej maszyny, istoty, czy sytuacji. I jest bardzo odprężającym zajęciem.

- Największą zagadką pozostaje Twoja wszechstonność, równie dobrze czujesz się w małych modelach, większych formach, vignette i Technicu. Skąd ta różnorodność?

Przychodzą chłopaki do knajpy i mówią, że chcą dać koncert. Właściciel pyta - 'A jaki rodzaj muzyki gracie?' - 'Nooo, gramy oba rodzaje muzyki - i Country, i Western'.
Podany przez Ciebie podział wydaje mi się naciągany. Ja dzielę na Technic i nie-Technic. Ewentualnie na fikcyjne (czyli statki kosmiczne) i całą resztę. (Choć to pewnie z kolei przesadne uproszczenie.)
Jeżeli twierdzisz, że jestem wszechstronny, to szczerze bardzo się z tego cieszę.
Ale: Nie umiem budować statków kosmicznych, cyberpunk jest dla mnie piękny, ale poza zasięgiem, zamiast postaci ludzkiej wychodzą mi koszmarki, których nie powstydziłaby się żadna japońska kreskówka, nigdy też nie udało mi się zbudować domku, który we mnie samym nie budziłby chęci powieszenia architekta (ooo, mogę zbudować makietę Warszawy!)
Chciałbym nie tylko podziwiać, ale umieć budować wielkie ciężarówki, oraz roboty, które umieją wspinać się po kominie, po szybie, albo odbić flachę i polewać. I jeszcze trochę... Ale wciąż próbuję!


- Czy masz jakąś ulubioną formę?

Tę, która pasuje do ujętej nią treści. Mogę równie długo wpatrywać się w modelik mieszczący się na dłoni, jak i w kilkumetrową rzeźbę.
Szybciej niż ulubionej formy, jestem w stanie sprecyzować, jakiej treści NIE lubię: epatowania przemocą, coraz powszechniejszego modelowania krwi, wywlekanych wnętrzności, śmierci. I szkielety - wprawdzie interesujące, lecz zdecydowanie nadużywane. Ludzie bywają przy tym na tyle obłudni, że mogą zachwycać się scenką z dziesięcioma różnymi sposobami uśmiercania, a kiedy pokażesz im panienkę z cyckami, umowność ulatuje - potrafią jechać: 'dewiacja!', 'to jest niesmaczne!', 'przesada, przecież tu są dzieci!'.

Tymczasem przesadą jest hiperrealizm w pokazywaniu przemocy. Przy użyciu zabawek jest to szczególnie szokujące. Ciekawe jaki związek mają z tym chore gówna typu "Piła" coraz częściej pojawiające się na ekranach, a kształtujące zmysł estetyczny... Chyba powinienem żyć w latach 60-tych.


- O inspiracjach, z których czerpałeś budując Wieżę Braci mówiłeś już w innych wywiadach, skąd jednak wział się dość mroczny klimat tej pracy?


Historia bratobójczej walki, jaka się z nią wiąże, nie jest wesoła. Stąd ponury i groźny wygląd samej wieży, i mroczny klimat zdjęć. Również dlatego, że średniowiecze samo w sobie kojarzy mi się z ponurym okresem w historii. Prawie tak ponurym jak wiek XX. Inkwizycja, palenie czarownic, zimne lochy...
Jeżeli zaś pytasz o środki, jakie stosowałem - są widoczne i dosyć oczywiste: ciemne tło, słabe, punktowe i mieszane oświetlenie, długi czas naświetlania, zabawa z cieniami, trochę kombinowania z parametrami aparatu, i 'żabia' perspektywa, czyli zdjęcia od dołu.
Nawet Belville da się sfotografować tak, żeby wyszło groźnie i mrocznie.


-Czy biorąc udział w konkursach budowania trzeba brać pod uwagę strategię? Budować tak żeby próbować zwiększyć swoje szanse? Czy można po prostu budować jak się lubi?


Strategia polegająca na próbie przewidzenia co się może spodobać oceniającym na pewno może pomóc zająć wyższe miejsce. Ale mam wątpliwości czy to równie wielka frajda, jak budowanie tylko dla siebie. Czy z myślą o konkursie, czy też nie - buduję tak, żeby MI się podobało. Na zawodostwo nie zamierzam w najbliższym czasie przechodzić. Zmieniam i przebudowuję tak długo, aż sam będę zadowolony i patrzenie na efekt będzie mi sprawiało czystą, niczym nie zakłócaną przyjemność. To trwa, często wymaga zaczynania od początku, ale niezależnie od czasu, nie należy pozostawić ani jednego kłującego w oko szczegółu, nawet kosztem nie zmieszczenia się w terminie potencjalnego konkursu. Np. Bohmerlanda zacząłem planować i budować, jak tylko ogłosiłeś w BTT kategorię 'pojazd min. 3-osobowy na dwóch lub mniej kołach'. Żałowałem, że termin taki krótki, ale zadowalający efekt byłem w stanie pokazać dopiero po paru miesiącach. Tak samo, jak ze wszystkim - powiedzmy że z wyjątkiem kursu do kibla - lepiej poczekać i zrobić porządnie, niż śpieszyć się i zrobić byle jak.
Oczywiście nierzadko bezcenne są uwagi innych, i warto je choćby przetestować, jako że czasem trudno jest dostrzec błędy u siebie.


- Co jeszcze chciałbyś zbudować? Jakie masz plany? Czym nas zaskoczysz?


Nie robię rozległych, dalekosiężnych planów. Myślę o maksymalnie 3-4 rzeczach jednocześnie, dzięki czemu nie robię sobie tłoku w głowie.
Teraz jestem w trakcie budowania transportera na gąsienicach.
Na pewno zbuduję coś do makiety miasteczka (mam nadzieję, że nie trzeba będzie przykrywać mojego wkładu w architekturę gazetą), która zostanie wystawiona przez LugPol w przyszłym roku w Kielcach (ależ to miasto ma piękny dworzec PKS! To dopiero wyzwanie modelarskie!)

 


Przez mgłę zaczynam widzieć swoją budowlę na ew. przyszłoroczny CCC.
Chyba najciekawszą rzeczą, jaką zamierzam zbudować, jest motocykl napędzany silniczkiem, sterowany bezprzewodowo. Oczywiście jednośladowy, na kołach z zestawu 8420, lub podobnych. Teoretycznie wszystko da się zrobić, gama klocków jest na tyle szeroka, że umożliwia odwzorowanie najważniejszego - geometrii przedniego zawieszenia motocykla. Rozpędzić go do prędkości, przy której będzie samodzielnie utrzymywał równowagę nie powinno być problemem dla silnika 'RC'. Nie mam tylko póki co zielonego pojęcia jak nim kierować. Jeśli tego nie rozwiążę, będzie to kolejny na drogach mistrz prostej.

CDN

Złote Study przyznane, V1 rządzi

Dziś w nocy ogłosiliśmy wyniki plebiscytu Złote Study 2007. Gratulujemy zwycięzcomi uczestnikom, dziękujemy wszystkim głosującym.

Wkrótce na stronie konkursu opublikujemy krótkie podsumowanie oraz informacje o planach na przyszłoroczną edycję.

* * *

Last night Golden Stud 2007 awards were announced. Congratulations to the winners and nominees, we also would like to thank everyone who voted. In couple of days we will publish contest summary and plans for 2008 edition.

poniedziałek, 04 lutego 2008
Green Grocer już w Belgii

Pierwsze "żywe" zdjęcia nowego modelu 10185 Green Grocer opublikował na Eurobricks (zaskoczeni?) użytkownik yellost:

GG w Belgii

 GG  GG  GG

* * *

First "live" photos of Green Grocer were just published on Eurobricks (surprised?) by user yellost. 

niedziela, 03 lutego 2008
Złote Study 2007 - Przypominajka

Przypominamy, że do końca poniedziałku trwa głosowanie w konkursie Zlote Study 2007 . Wybieramy wspólnie najlepsze polskie prace, budowniczych, zestaw firmowy, wpadkę roku a także przyznajemy nagrody specjalne za wkład w rozwój naszego środowiska.

Podglądamy jak wyglądają wyniki i pomimo sporej liczby oddanych glosow sa kategorie gdzie nie widać jeszcze zdecydwanego rozstrzygnięcia. Kilka glosow moze przewazyć szalę. Jeśli jeszcze nie głosowaliście, zapraszamy !

* * *

Just to remind you, voting for Golden Studs 2007 is still open.

sobota, 02 lutego 2008
Mian Situ

Jeszcze nie otrząsnałem się z zachwytu po Invisible Hand , a Mark Kelso juz zdążył pokazać cos nowego. Mian Situ to model rekreacyjny, powstał w przerwie pomiędzy kolejnymi etapami budowy większego modelu. Poznajecie ogon imperialnego wahadłowca?

Mian Situ

Mian Situ: rear 3/4 Mian Situ: front

 

* * *

I did not catch up on the Invisible Hand ,and Mark Kelso already shows something new. Mian Situ is a excercise project, created in the middle of the building of larger one. Can you spot an imperial shuttle's tail?

D. Day

Tajemniczy D., współdzielący galerię z Iskrą, debiutuje świetną miniaturkę przedstawiającą scenkę z lądowania aliantów na plaży Omaha. To więc podwójny "D. Day":

 

D. Day

 

* * *

Mysteriuos D., a man who shares gallery with Iskra, debutes with a great vignette picturing a Omaha beach landing. It's a double "D. Day" then!

Bite my shiny metal ass!

Ochre Jelly zbudował minilandowe wersje postaci z mojego ulubionego serialu rysunkowego - Futuramy .

Futurama

* * *

Ochre Jelly built miniland versions of Leela, Fry, Bender and Nibbler, the characters from my favorite cartoon - Futurama.

(Via Brothers-Brick )

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 62
Kanały RSS
Szukaj

LEGO® is a trademark of the LEGO Group of companies which does not sponsor, authorize or endorse this site.